W obronie chwilówek. Walnij się w łeb pismaku.

Chwilówki czyli te krótkoterminowe, szybkie pożyczki o niskich kwotach. Jak ktoś nie ma pomysłu na artykuł (jak ja niniejszym), to bierze na tapetę chwilówki i krytykuje, ostrzega ile wlezie, że roczne oprocentowanie rzeczywiste takiej czy innej chwilówki na SMS wynosi ponad dwa tysiące procent…

Jak czytam coś takiego, to autor jest już dla mnie przekreślony jako redaktor, pisarz, czy pismak. Taka pożyczka kosztowałaby faktycznie tyle gdyby została udzielona na rok a nie przecież na przykład na dwa tygodnie (albo na miesiąc) – na taki okres czasu są przyznawane pożyczki przez esemes. Gdyby taka pożyczka miała mieć RRSO jak kredyt bankowy czyli około trzydziestu procent, to przecież firmom pożyczkowym nie opłacałoby się udzielać takich pożyczek z zyskiem 30 podzielone przez 12 (bo załóżmy że chwilówka na miesiąc) równa się 2.5% od kapitału – udzielonej pożyczki. W przypadku chwilówki w kwocie 400 zł. dawałoby to „zysk” – 10 złotych dla firmy pożyczkowej. Od tego odjąć koszty związane z obsługą pożyczki (te autentyczne czyli np. przesłanie umowy pocztą albo kurierem, a nie wyimaginowane) i firma pożyczkowa wyszłaby na zero albo i na minus. Tym bardziej że wiele z tych pożyczek nie można odzyskać od pożyczkobiorców. Nie byłoby więc chwilówek a każdy kto potrzebuje niewielkiej pożyczki do przysłowiowego pierwszego z powodu nagłego zdarzenia losowego (np. awaria pralki), musiałby brać pożyczkę na minimum pół roku albo i na rok i bulić faktycznie całe RRSO w kwocie znacznie przerastającej koszt dwutygodniowej chwilówki „z kilkutysięcznym oprocentowaniem”.

Walnijcie się więc łbem o stół pismaki, gdy znów nie będziecie mieli pomysłu na artykuł i przyjdzie Wam do głowy napisać kolejną wersję „odkrywczego” artykułu o „lichwiarskich chwilówkach z oprocentowaniem wynoszącym kilka tysięcy procent”.